
Nie-dziennik
Zawsze myślę, że położę się wcześnie, i zawsze dzieje się to samo. Gaszę światło, zamykam oczy, a kiedy cisza wreszcie wypełnia pokój, pojawiają się one. Zdanie. Obraz. Gest. Rozmowa, której nie przeżyłam, a jednak rozpoznaję ją tak, jakby należała do wspomnienia.
Zapalam lampkę, szukam telefonu i zapisuję kilka zdań, zanim znikną. Znowu się kładę. Pięć minut później muszę wstać ponownie. Historia nie odpuszcza. Ja tylko próbuję dotrzymać jej kroku.
Przez lata uważałam, że pisarze przesadzają, kiedy mówią, że powieść w końcu pisze się sama. Teraz nie jestem już tego taka pewna. Bywają dni, kiedy czuję, że to nie ja szukam historii, lecz ona odnajduje mnie. Rozgaszcza się gdzieś w mojej głowie i zaczyna rosnąć w ciszy, nie pytając o pozwolenie.
Wciąż nie wiem dokładnie, co chcę opowiedzieć. Wiem tylko, że istnieje pokolenie otoczone możliwościami, które mimo to nosi w sobie trudną do wyjaśnienia nostalgię. Ludzie mogący wybrać niemal każdą drogę i właśnie dlatego bojący się, że pomylą się przy każdej z nich. Ludzie, którzy spędzają życie na poszukiwaniu czegoś, czego nie potrafią nazwać.
Nie znam jeszcze swoich bohaterów. Ledwie rozróżniam ich głosy. Czasem podchodzą, szepczą mi scenę i znowu znikają. Innym razem milczą przez wiele dni, zmuszając mnie do czekania. Zaczynam rozumieć, że pisanie polega także na tym: na zaakceptowaniu, że nie wszystko zależy ode mnie.
Są całe dni, kiedy nie udaje mi się napisać więcej niż jednego zdania. Przyglądam mu się godzinami, zmieniam jedno słowo, usuwam drugie, wracam na początek, a w końcu zamykam komputer. Z zewnątrz wygląda to jak stracony dzień. Ja już tak na to nie patrzę. Nawet kiedy nie piszę, powieść wciąż posuwa się naprzód w miejscu, którego nie potrafię dostrzec.
Może właśnie dlatego pisanie ma tak niewiele wspólnego z dłońmi. Prawdziwe pisanie wydarza się wcześniej. Kiedy idę, czytam, czekam na metro albo patrzę przez okno, nie myśląc o niczym. Historia stopniowo zajmuje puste przestrzenie, aż któregoś dnia postanawia pojawić się na stronie.
Wciąż nie wiem, dokąd mnie prowadzi. Wiem tylko, że nie mogę już udawać, że nie istnieje.